Homoseksualizm w PRL (2) | Tekst: Mirosław Jedliński Kolaż: Łukasz Laskowski |
Dwa osobne światy - wspomnienieNormą było poznawanie facetów na ulicy. Dzisiaj już się spojrzeń nie wyłapuje, bo nigdy nie masz pewności, czy dobrze wyczujesz, a kiedyś chwytało się każdą okazję, wystarczyło, że ktoś spojrzał, zatrzymał się jakoś sztucznie... Dokładnie tak poznałem Marka
Mam wrażenie, że wówczas znajomości były bardziej trwałe, bardziej się je szanowało, było o nie trudniej, w efekcie ceniło się każdą, a dzisiaj pierwsza lepsza kłótnia, sprzeczka i zrywasz. Poza tym trzeba się było bardziej starać, nie było telefonów, do kogoś się szło, pukało, każdy miał znajomych, znajomy miał znajomych, a ci znowu mieli znajomych, naprawdę świetne były te spotkania, wystarczył byle pretekst, sałatka... było wesoło. Poznawano się też przez ogłoszenia, np. było pismo młodzieżowe "Razem" i tam pojawiła się rubryka "szukam przyjaciela", i jak się znalazło coś w stylu: "interesuję się teatrem, kinem, muzyką, szukam przyjaciela" - na 80 proc. wiadomo było, o co chodzi.
Były też takie specjalistyczne biura, oczywiście nie gejowskie, tylko agencje, trochę jakby matrymonialne, tam się płaciło przekazem pocztowym, określało kryteria, jaki region Polski i przysyłano oferty, tzn. podawano ileś tam adresów do korespondencji, nie domowych oczywiście, tylko skrytki pocztowe. Tak gdzieś w 1982 roku to było już oficjalnie, wiadomo było, że są takie osoby, mówiło się o nich "homoseksualiści" - po prostu określona kategoria ofert.
Kiedy studiowałem w Warszawie w latach 1981-87, poznałem ścieżkę operową. W holu głównym Teatru Wielkiego podczas przerw, w szczególności na premierach, spacerowali geje i można było się wypatrzyć wzajemnie. W ogóle zawsze geje bardziej interesowali się operą, muzyką poważną, w filharmonii, na koncertach łatwiej można było się spotkać, wpaść komuś w oko. Ja tę ścieżkę sam zaobserwowałem, a po jakimś czasie dowiedziałem się o niej też od kogoś jako o czymś oczywistym, normalnym.
Najsłynniejsze huczne imprezy urządzał Włodzimierz Antos, a także attache kulturalny ambasady Francji, który organizował je na Saskiej Kępie, ale chyba przesadzał i dlatego go wywalili. W Polsce miał kochanka, którego znałem, potem ściągnął go do Francji, nadal tam mieszka.
Właściwie normą było poznawanie facetów na ulicy. Dzisiaj już się spojrzeń nie wyłapuje, bo nigdy nie masz pewności, czy dobrze wyczujesz, nigdy nie wiadomo do końca, a kiedyś chwytało się każdą okazję, wystarczyło, że ktoś spojrzał, zatrzymał się jakoś sztucznie... Dokładnie tak poznałem Marka. Spojrzeliśmy na siebie, zatrzymał się tak jakoś dziwnie przed przejściem, patrzę, światło zielone, a on nie idzie, no to podszedłem do niego i zapytałem, czy nie miałby ochoty pójść ze mną do kina. A on "tak, bardzo chętnie". I było wiadomo, o co chodzi. W ten sposób poznałem chyba trzy osoby, bardzo fajne zresztą, do tej pory utrzymujemy znajomość. Nie było tego dużo, nie poznawało się ludzi "hurtowo", więc się szanowało te znajomości.
Trochę inaczej było w Lublinie - tam przede wszystkim był Plac Litewski. To było miejsce spotkań, które funkcjonowało aż do czasu, kiedy zrobili deptak. Poza tym Park Ludowy, który jest do tej pory, ale to jest już wypaczona wersja, ponieważ o ile kiedyś było to miejsce kontaktów, to w tym momencie przychodzą tam ludzie około 60-tki, 70-tki żeby, powiedzmy, "zwalić". Młodsi poznają się w internecie. Jakieś 10 lat temu była akcja, podczas której zatrzymywano i spisywano ludzi z Parku Ludowego, były jakieś protesty, zarzuty o dyskryminację i obraźliwe traktowanie przez policję, sprawę opisywała "Wyborcza". Rzecznik policji tłumaczył potem, że zatrzymywano tylko ludzi w krzakach z zsuniętymi spodniami, w niedwuznacznych sytuacjach.
Trzecie miejsce spotkań było na podzamczu. Ja, szczerze mówiąc, nigdy pod Zamkiem nie byłem, to było miejsce, które funkcjonowało dawno temu, w latach 70-tych, ale chyba także wcześniej. Była jeszcze taka kafejka "Orion", tam chodzili młodzi ludzie, niby zwykła, ale przychodziło bardzo dużo gejów i oczywiście najpierw było wypatrywanie się wzrokiem, potem wychodzisz, patrzysz się na tego kogoś, i jeżeli on szedł za tobą, to znaczy, że... No i restauracja "Simon", tam gdzie teraz jest Hotel Lublinianka, ona była na dole, też na tej samej zasadzie co "Orion" - wypatrywano się. "Simon" to była jedna z nielicznych knajp nocnych, w tamtym znaczeniu, czyli czynnych po 22-giej, do dwunastej, góra pierwszej w nocy.
Pierwszą osobę homoseksualną poznałem w Warszawie podczas studiów. W Lublinie, w liceum nawet nie myślałem o tym, toczyło się życie, miałem znajomych, piłka, tenis, jakieś imprezy, wtedy wydawało się, że powinno się mieć żonę, dzieci, taki model był oczywisty i ja też tego chciałem. Nie wiadomo, jak by się moje życie potoczyło, gdybym nie wyjechał z Lublina. Być może zdecydowałbym się wejść w ten schemat, tak jak w przypadku jednego mojego kolegi, któremu tak wyszło. On wprawdzie mówił, że nigdy nie był bi, że najpierw był hetero, a potem homo - myślę, że gdyby urodził się dużo później, nie ożeniłby się i nie miałby dzieci, dziś już dorosłych. Kilka lat temu wyoutował sie przed żoną, potem dziećmi, którzy zaakceptowali sytuację, akceptują nawet jego obecnego przyjaciela. Ale może to też jest kwestia tego, że on lubi być w towarzystwie, a ja jestem z natury samotnikiem, wolę sam posiedzieć, książkę poczytać, czegoś posłuchać, zająć się sobą, a on lubi być w centrum, a wtedy nie było możliwości związania się z facetem. Chociaż niektórzy mieszkali ze sobą, nie tylko studenci (mający pretekst - wspólne wynajmowanie), ale też starsi; udawali przed sąsiadami braci lub kuzynów. Mam taką znajomą parę gejów, którzy od początku lat 80-tych mieszkają ze sobą. Pamiętam, że od początku sąsiedzi się trochę domyślali, trochę plotkowali, ale specjalnych złośliwości nie było.  | Kolaż: Łukasz Laskowski |
Pod koniec studiów, czyli w 1986 roku, powiedziałem o sobie mamie. Nie była zorientowana w temacie, bo przecież nic się o tym nie pisało, nie było żadnych książek i tak dalej, więc zrobiła najprostszą rzecz - poszła do psychologa. I dowiedziała się, że to nic złego. Poczytała trochę na ten temat i uznała, że jest, jak jest, pogodziła się ze wszystkim. No, oczywiście wolałaby, żeby było inaczej, chciała mieć wnuki, żebym miał żonę itp.
Jak wyglądały wtedy spotkania prywatne? To było grono zamknięte, tylko geje, teraz to się wszystko miesza, a wtedy to był jednak taki wyraźny podział, towarzystwo samych gejów (wszyscy trzymali się razem, wspólne wyjazdy, np. w góry), więc i spotkania były, mówiąc dzisiejszym językiem, gejowskie... Jak byłem na jakiejś imprezie u znajomego, to nie było osób hetero, nie było dziewczyn. Lesbijek w ogóle nie było, one były oddzielnie. Nie było czegoś takiego, żeby przyprowadzić kolegę hetero, to były dwa zupełnie różne światy. Nie mieszały się, jeden drugiego nie przyciągał, to było nie do pomyślenia. Albo się szło na imprezę gejowską, albo na heterycką. Ta pierwsza była dla wtajemniczonych, taka konspiracja, ale już w swoim gronie nie było ściemniania, wszystko było dozwolone
Nie było pojęcia drag queen, to znaczy na prywatnej imprezie, jeśli ktoś miał takie skłonności, a często ktoś się taki znalazł, to się przebrał, jakieś buty na szpilkach, sukienka, ale to bardziej na zasadzie żartów, wygłupów, żadnego śpiewania czy ostrego makijażu.
Informacje o tym, jak jest na Zachodzie, nie docierały do nas, zmieniło się to dopiero pod koniec PRL-u, kiedy pojawiły się pierwsze pisma gejowskie. To był temat tabu, oficjalnie się o tym nie mówiło, jakby tego nie było. Jedynie plotki wśród znajomych gejów, że Iwaszkiewicz, Andrzejewski, ten jest homo, tamten jest homo, że Kopernik był... 
1958 – Ukazała się książka „Klinika nerwic płciowych“ Tadeusza Bilikiewicza. Autor będący jednym z największych autorytetów psychiatrii w Polsce radził w jaki sposób dzięki terapii „leczyć“ osoby homoseksualne. W książce przedstawiono także krótkie życiorysy pacjentów, sam Bilikiewicz nie miał wątpliwości „co do uleczalności nawet przypadków absolutnego homoseksualizmu, jeżeli w leczenie zostanie włożona maksimum wysiłku psychoterapeutycznego“. Książka cieszyła się ogromną popularnością, doczekała się pięciu wydań. | 1959 – dyrektor Centrum Francuskiego na Uniwersytecie Warszawskim Michel Foucault musi nagle opuścić Polskę w wyniku prowokacji UB na tle jego homoseksualności. | 1960 – 22 lutego odbyła się premiera filmu z pierwszym homoseksualistą w polskim kinie powojennym – Wiesław Gołas zagrał przegiętego prowadzącego pokaz mody w komedii „Tysiąc talarów“ Stanisława Wohla. |  1972 – ukazuje się polskie tłumaczenie „Drugiej płci“ Simone de Beauvoir. W drugim tomie znajduje się rozdział „Lesbijka“. | 1974 – W polskiej prasie powojennej ukazał się pierwszy artykuł o homoseksualizmie, „Życie Literackie“ opublikowało dwuczęściowy tekst „Homoseksualizm a opinia“ Tadeusza Gorgola. Tekst kończył się słowami: „Społeczeństwo powinno zaprzestać dyskryminowania tych ludzi, a o ich przydatności, wartości dla kraju decydować powinny efekty ich pracy zawodowej i społecznej, ich talent, ich stosunek do obowiązków“. |  1975 – 27 listopada odbyła się premiera filmu „Zaklęte rewiry“ Janusza Majewskiego, gdzie w drugoplanowej roli starzejącego się homoseksualisty barona Humanieckiego wystąpił Czesław Wołłejko. | 1976 – Władza postanowiła skompromitować homoseksualnego pisarza, Jerzego Andrzejewskiego, jednego z założycieli Komitetu Obrony Robotników. Kolportowano jego rzekomy list domagający się „zagwarantowania szerokich swobód w traktowaniu życia seksualnego ludzi obojga płci według ich własnych upodobań“. | 1981 – 21 lutego w „Polityce“ ukazał się tekst Barbary Pietkiewicz o homoseksualizmie – „Gorzki fiolet“ zaczynający się zdaniem: „Co dwudziesty piąty mężczyzna odznacza się skłonnością, za którą prawo Mojżeszowe, tych co sypiają z sobą jak kobieta z mężczyzną nakazywało karać śmiercią“. | 1982 – ukazuje się drugi tom serii Transgresje pt. „Odmieńcy“ (red. Maria Janion, Zbigniew Majchrowski). W tomie dział poświęcony J. Genetowi (także w kontekście homoseksualizmu) i wybór z dzienników Lechonia i Gombrowicza. Tom zawiera również materiały dotyczące Marii Komornickiej. | 1983 – Czasopisma „Kurier Polski“ i „Relaks“ rozpoczęły publikację ogłoszeń towarzyskich gejów i lesbijek. Z reguły ich homoseksualny kontekst był jasny jedynie dla samych zainteresowanych, np.: „Blondynka, 27 lat, pozna tolerancyjną przyjaciółkę w celach towarzyskich“. |  1984 – Na ekrany polskich kin weszło lesbijskie „Inne spojrzenie“ (1982) Karoly Makka z Grażyną Szapołowską i Jadwigą Jankowską-Cieślak w rolach głównych. Był to pierwszy lesbijski film w całym bloku wschodnim, szybko zyskał status kultowego. | 1984 – W polskiej telewizji odbyła się pierwsza dyskusja na temat homoseksualizmu. |  1985 – 15 lutego w kinach pojawił się przetrzymany dwa lata przez cenzurę więzienny film „Nadzór“ (1983) Wiesława Saniewskiego z lesbijskim wątkiem Ali (Elżbieta Zającówna) i Danusi (Gabriela Kownacka). | 1985 – 15 listopada w całej Polsce Milicja Obywatelska z polecenia gen. Czesława Kiszczaka rozpoczęła akcję „Hiacynt“ mającą na celu rejestrację homosekusalistów i zmuszenie ich do współpracy. Ogółem założono teczki ponad 11 tys. osób. | 1985 – Dariusz Prorok pod pseudonimem Krzysztof Darski opublikował w „Polityce“ (nr 47) tekst „Jesteśmy inni“. Był to pierwszy publiczny głos homoseksualisty, który opisywał życie w homofobicznych społeczeństwie. Tekst wywołał liczne polemiki, m.in. negatywną wypowiedź Jerzego Urbana. | 1986 – W listopadzie ukazało „Filo Express“, pierwsze pismo gejowsko-lesbijskie w Europie Wschodniej. Była to zadrukowana z jednej strony ulotka donosząca o dotyczących homoseksualizmu filmach i książkach. |  1987 – 9 marca w kinach pojawił się film „Zygfryd“ (1986) Andrzeja Domalika, adaptacja opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza o fascynacji starzejącego się konesera sztuki (Gustaw Holoubek) młodym akrobatą (Tomasz Hudziec). | 1987 – W czerwcu ukazał się w Warszawie pierwszy numer pisma „Efebos“, był to zbiór kilku powielanych na ksero kartek, a pierwsza strona zaczynała się od odezwy: „Drogi Czytelniku. Proponujemy Ci lekturę jedyną w swoim rodzaju, może Cię nie znudzi, a kto wie czy nie zaciekawi. Masz przed sobą pismo warszawskich gejów (albo pedałów, jeśli wolisz)“. W sumie ukazały się dwa numery „Efebosa“. |  1987 – 21 grudnia na ekrany kin wszedł „Magnat“ (1986) Filipa Bajona, historia magnackiego rodu von Teuss. Conrad, jeden z bohaterów filmu (Jan Englert) jest homoseksualistą pozostającym w związku z Jurkiem Zbierskim (Marek Barbasiewicz). Jednocześnie przygotowano telewizyjną wersję – serial „Biała wizytówka“, którego emisja rozpoczęła się w styczniu 1989 r. | 1987 – W styczniu powstał Warszawski Ruch Homoseksualny, nieformalna grupa gejowsko-lesbijka działająca na terenie stolicy do lata 1988, którą założyli Waldemar Zboralski, Sławomir Starosta i Krzysztof Garwatowski. Wraz z odmową oficjalnej rejestracji stowarzyszenia, z inicjatywy prof. Mikołaja Kozakiewicza wystosowano do ministrów zdrowia i spraw wewnętrznych list otwarty, który pozostał bez odpowiedzi. |  1988 – Ukazał się „Homoseksualizm“ Krzysztofa Boczkowskiego, pierwsza książka będąca podsumowaniem tej tematyki pod kątem medycznym. | 1988 – Wydawnictwo Łódzkie opublikowało dziejące się w środowisku artystów „Gorące uczynki“, debiutancką powieść Witolda Jabłońskiego, w której większość bohaterów to osoby homoseksualne. | 1988 – Pismo „Polska miedź“ w numerze 29 (21-27 lipca) rozpoczęło druk trzyczęściowego tekstu Tadeusza Olszewskiego „Inna miłość“, będącego pierwszą próbą podsumowania wątków homoerotycznych we współczesnej prozie polskiej. |  1989 – 13 maja w poczekalni listy przebojów Marka Niedźwieckiego pojawia się „Hi-Jackers Party“, pierwsza piosenka zespołu Balkan Elecrique, który tworzył otwarty gej Sławek Starosta i Fiolka. Największą popularnością będzie się cieszyć w trójce ich utwór „Kochaj nie zabijaj“, który w następnym roku dotrze do miejsca 7. Ogółem na przełomie lat 80. i 90. duet umieści na liście 5 piosenek. |
Krzysztof Tomasik współpraca: Błażej Warkocki Drodzy Czytelnicy i Czytelniczki! Zabrakło Wam w naszym kalendarium ważnego wydarzenia? Macie archiwalne zdjęcia ilustrujące opisane w nim wydarzenia? Skontaktujcie się z nami pod adresem: gazeta@kampania.org.pl
|