Z "Homobiografii" dowiadujemy się, jak heteronorma kastruje naszą kulturę, przykrawa wszystko do jednego wzoru i upycha w szafie to, co do niego nie pasuje.


Sceny z życia paramałżeńskiego |



Madonna - ikona gejów | Mariusz Kurc, Krzysztof Tomasik |
"Hard Candy" - nowa płyta Madonny, która zadebiutowała na 1 miejscu list przebojów w wielu krajach, to kolejne potwierdzenie, że wciąż mamy do czynienia z królową. W oczekiwaniu na jej przyjazd do Polski w ramach "Sticky and Sweet Tour 2008" przypominamy Madonnę z gejowskiej strony. 

Kiedy kobieta kocha kobietę... | Anna Piżl | ...pragnie być przyczyną tego, co wypełni ją nagłą radością, napisałby W.H. Auden. Ale tym razem o miłości między kobietami piszą Alicja Długołęcka i Agata Engel-Bernatowicz - jest zatem prosto i praktycznie. 
 "CAMPania - zjawisko campu we współczesnej kulturze" pod red. Piotra Oczko, wyd. Krytyki Politycznej. Camp to pojęcie, które elektryzuje prawie każdego, kto się z nim spotyka. Oznacza ono świadomy kicz, grę tandetą, uwielbienie dla zjawisk uznawanych dotąd za śmietnik oficjalnej kultury. Entuzjaści campu kochają balet, kino Johna Watersa, pstrokate fotografie duetu Pierre i Gilles. Wspomniane zjawisko od czterdziestu lat jest tematem akademickich debat, popkulturowych interpretacji - na jego temat powstały setki książek. W 2006 roku w Krakowie odbyła się konferencja naukowa, której tematem był camp. Dwa lata później do rąk czytelników trafia książka będąca zbiorem wygłoszonych referatów oraz tekstów inspirowanych wystąpieniami. Bogate obcojęzyczne bibliografie poszczególnych artykułów zestawione z ubogą polską tradycją pisania o campie udowadniają, jak wiele mamy do nadrobienia. Piotr Oczko zestawił naprawdę interesujące eseje: od teoretycznych wstępów, które nawet najbardziej opornemu pokażą, czym jest tajemniczy camp, aż po szczegółowe analizy konkretnych dzieł filmowych (np. kina PedroAlmodóvara), literackich (np. barokowych "Pamiętników" Jana Chryzostoma Paska) czy malarskich (motyw świętego Sebastiana). Po przeczytaniu "Campanii" miałem ochotę zakrzyknąć: "chcę więcej!". Niepozorna książka, wydana przez Krytykę Polityczną, tylko rozbudza apetyt, zamiast go zaspokoić. Jej lektura zachęca przede wszystkim do własnych poszukiwań oraz przemyśleń, mogących wyjaśnić, dlaczego tak mocno kochamy kiczowatą Dodę czy przerysowanego Michała Wiśniewskiego. (za lileqbox, www.merlin.com.pl)
 Trzech panów po niemiecku | |
W renomowanym niemieckim wydawnictwie DTV ukazała się 1 czerwca br. powieść Bartosza Żurawieckiego "Drei Herren im Bett, die Katze nicht zu vergessen. Eine passive Romanze" w tłumaczeniu Barbary Samborskiej (dostępna w niemieckojęzycznych krajach). Polscy czytelnicy znają dzieło Żurawieckego pod tytułem "Trzech panów w łóżku, nie licząc kota. Romans pasywny". Niemieckie wydanie reklamuje się sloganem "Mężczyzna - przedmiot pożądania: dowcipnie i lekko melancholijnie". Wydawnictwo DTV ma na swym koncie ksiązki np. Gunthera Grassa i niemieckie przekłady książek Kundery, Sapkowskiego, Singera oraz
Karola Wojtyły. Gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów! (redakcja)
 O przyjaźni i śmierci w kiczowatej oprawie | | Ferzan Ozpetek ("On, ona i on") kocha swoich aktorów. W "Saturno contro. Pod dobrą gwiazdą" rzuca się w oczy, jak przygląda się ich twarzom w maksymalnych zbliżeniach i jak w scenach intymnych nadużywa ujęcia z punktu widzenia postaci filmowej. Kamera jest tu medium jego homoerotycznego pożądania. Co istotne, szczególnie upodobał sobie superprzystojnego Lorenza, którego zresztą niebawem uśmierci. Jak gdyby miłosno-erotyczne niespełnienie poszukiwało tu ukojenia w destrukcji obiektu pragnienia.
Jednak "Saturno contro. Pod dobrą gwiazdą" jest o czymś innym: o wspólnocie, przyjaźni, odchodzeniu, śmierci itd. Mamy tu do czynienia z grupą zgranych przyjaciół: zamożną parą gejów Davidem i Lorenzo, małżeństwem z dwójką dzieci, zabawną Robertą, którzy bawią się świetnie do czasu, gdy na jednej z imprez Lorenzo traci przytomność i trafia do szpitala. Świat, dotąd tak pewny i stabilny, traci równowagę: Antonio wyznaje swej żonie, że ma romans z kwiaciarką, po czym wyprowadza się z domu, Davide po śmierci ukochanego ucieka od świata i ludzi. Jednak bohaterowie w końcu zrozumieją, że przyjaźń jest najważniejsza i tylko w niej mogą szukać ukojenia i oparcia.
"Saturno contro. Pod dobrą gwiazdą", jak i inne filmy Ozpetka (np. "Okna"), nie unikają wysokich tonów. Są nieznośnie melodramatyczne, sentymentalne, kiczowate, łzawe. Ozpetek nie ma niestety dość talentu, by z tych elementów zbudować dzieło wybitne. Więc i film ten przypomina raczej brazylijską telenowelę niż np. "Wszystko o mojej matce" Almodóvara. Choć przyznać trzeba, że jest tu kilka poruszających swym autentyzmem scen: po śmierci Lorenza jego ojciec, od którego syn uciekł po tym, jak ten dowiedział się, że jest gejem, zapytuje Davide'a, które rzeczy w ich wspólnym mieszkaniu należą do syna. Zirytowany Davide odpowiada, że zrobi listę rzeczy należących do jego partnera, by ojciec mógł je zabrać. Ten zaś odpowiada: "Ja chcę tylko zrozumieć". Może gdyby wcześniej otworzył się na inność syna, jego relacje z nim wyglądałyby inaczej? Ale może też nikt mu tego nie ułatwił? (SJ)
"Saturno Contro. Pod dobrą gwiazdą" Włochy, reż. F. Ozpetek wyk.: P. Favino, M. Buy, S. Accorsi premiera: 13.06.2008 r., dystr. Spinka
  | Foto: Alex Lake
| Miały być cekinowe garnitury, wielokolorowe światła i dymy. Miały być przebieranki w ludowy strój, a na bis - w czarną damską marynarkę, pończochy, klipsy i kapelusik. Miał być kapryśny wokalista i instrumentalista w jednym. Miał być ośmioosobowy zespół, który - w równie imponujących strojach - nie tylko fantastycznie przygrywa i śpiewa w chórkach, ale także tańczy. Miał być show.
Choć może to, co widziałem pół roku temu w Berlinie i co tam, w postępowym teatrze Volksbühne, było czystą celebracją radości i normalności, u nas mogłoby mieć posmak skandalu. Niewykluczone więc, że za sprowadzeniem koncertu solowego przemawiały nie tyle względy finansowe, ile obyczajowe.
Rufus Wainwright jest już niekwestionowaną gwiazdą, a po wielkim zeszłorocznym tournée - replice legendarnego koncertu Judy Garland z 1961 roku - także divą pop. Warszawska publiczność zobaczyła Wainwrighta w jego własnym repertuarze złożonym głównie z piosenek z ostatniej płyty "Release The Stars". Pewnie za pierwszym razem lepiej byłoby pokazać wspomniany show niż minimalistyczny recital, ale trudno mówić o rozczarowaniu - to raczej zaskoczenie. Kiedy dość szybko minęło, pozostało to, co jest tak naprawdę istotą - wirtuozerski popis Rufusa jako wokalisty, pianisty i gitarzysty. I choć zdarzały się wpadki, jeden czy dwa fałszywe dźwięki, to Rufus potrafił wybrnąć z nich z ogromnym wdziękiem. Było też gromkie "No!" publiczności, kiedy Rufus zapytał, czy gejom w Polsce żyje się łatwo, a na koniec utwór o statusie hymnu dedykowany polskiemu rządowi - "Gay Messiah" ("Gejowski Mesjasz"). (TK)
Rufus Wainwright Solo, 11.04.2008 r. Palladium, Warszawa
 "Z odmiennej perspektywy. Studia queer w Polsce", red. M. Baer i M. Lizurej, wyd. Arboretum
Naukowa refleksja studiów gejowsko-lesbijskich, a potem studiów queer zmieniła spojrzenie humanistyki na sprawy związane z mniejszościami seksualnymi. Przedstawiciele tych społeczności z obiektów badań stali się narratorami i na ten aspekt współczesnej refleksji naukowej chciałyśmy zwrócić uwagę. Queer oznacza odmieńca, a queerowa perspektywa jest perspektywą odmienną od tradycyjnej, ale równie uprawnioną. Studia queer traktujemy tu jako termin-parasol, gdzie z jednej strony jest miejsce na transgresję i rebelię, niejednoznaczność i płynność, destabilizację heteronormatywnej matrycy; ale gdzie również jest miejsce na traktowane w sposób bardziej esencjalistyczny tożsamości, które nawet jeśli są skonstruowane, dla poszczególnych ludzi stanowią ważny aspekt ich osobistego i kolektywnego "bycia w świecie". Przestrzeń tej książki jest queer przede wszystkim dlatego, że jest przestrzenią wielogłosową. Książka jest podsumowaniem dotychczasowej, siedmioletniej działalności Koła Naukowego Queer Studies "Nic Tak Samo" działającego przy Uniwersytecie Wrocławskim. (materiały prasowe) |